Układ aranżacji wnętrza to rzecz zmienna, prawda? Więc testuję drugi, albo już trzeci, rozkład mebli w pokoju Ignaśka. Łóżeczko przewędrowało na drugi bok pokoju, a razem z nim komoda. Na miejscu łóżka leży teraz dywan z koszem zabawek. Miejsce komody zajął stolik z krzesełkiem, w końcu mój chłopak jest już taki duży... ;) Lada dzień czeka nas rozmontowanie przedniej ściany kołyski, w tym modelu nie da się wyjąć paru szczebli. Liczę, że zdążymy zanim Ignacemu przychodzie do głowy testowanie miękkości podłogi, całym sobą. Z pewnością zarzucić nogę na barierkę umie już od miesiąca!
Pokój trzyma się początkowych założeń, jest jasny, zawiera kolorowe i różne stylistycznie dodatki, ale jest przy tym minimalistyczny. Jest w nim prawie tylko to, co jest nam niezbędne i czego regularnie używamy. Dla przykładu na komodzie stoi nawilżacz (włączamy codziennie na wieczór i noc), podgrzewać butelek (używany codziennie), lampka (no, wiadomo...) i smoczki (używane codziennie!).
Oprócz talerzy na ścianie które Ignaś dostał w prezencie urodzinowym i których nie powstydziłby się vintage-hipster, wiszą jeszcze tylko zegar i kalendarz (takie zalatane to moje dziecko, bez kalendarza ani rusz;).
W pokojowej wnęce stoi szafa, ale ponieważ nie jest nam szczególnie potrzeba (patrz: minimalizm) , chyba niebawem opuści progi tego królestwa a w jej miejsce ulokujemy kącik zabaw... Odkopujemy z mężem dziecięce pragnienia i wymyślamy fachowe konstrukcje ;)
Oczywiście, w głowie mam plan zasilenia pokoju o dodatkowe łóżeczko, dla starszaka, przy jednoczesnym pozostawieniu kołyski, jeśli wiesz co mam na myśli... ;) Ale na to jeszcze przyjdzie czas!
