wtorek, 5 stycznia 2016

Jak zostać rodzicem minimalistą... - teoria

   Minimalizm uszczęśliwia. No, mnie na pewno uszczęśliwia... Pewnie pomyślicie, że staję się minimalistyczną fanatyczką i chyba może być w tym trochę racji ;) 
    Faktem jest, że stoją za tą ideą mocne argumenty, ale o tym może innym razem (albo właściwie od tego powinnam zacząć... będzie od końca). Dzisiaj chciałam o tym, co minimalizm wnosi do rodzicielstwa. Bo wbrew pozorom tu chodzi o zyski, a nie ja się wydaje, pozbywanie! To sztuka życia w taki sposób, żeby przy eliminowaniu niepotrzebnych przedmiotów, nadprodukcji obowiązków (często tych wymyślanych sobie całkiem niepotrzebnie), toksycznych znajomości czy kiepskiej jakości jedzenia stać się wolnym i szczęśliwym. Taki wymiar myśli minimalistycznej istnieje też w rodzicielstwie. Im więcej zaczęłam pochłaniać tej koncepcji, dostrzegałam coraz większe pole do działania.
   Wychowywanie w duchu minimalistycznym porusza wiele sfer życia. Ujmując to najkrócej chodzi o podniesienie jakości życia i zyskaniu na czasie, którego w końcu tak bardzo brakuję młodym rodzicom. 
   Ale teraz chcę napomknąć o tej najbardziej kojarzonej części tej ideologii, czyli o gromadzeniu. Widzę, jak wiele energii można tracić na to żeby mieć. A zyski z niegromadzenia są ogromne! Sami pomyślcie, 
  • oszczędność pieniędzy, wiadomo...
  • oszczędność czasu, spędzonego na kupowaniu, czyszczeniu, układaniu (zbieranie zabawek rozrzuconych po pokoju...?)
  • oszczędność miejsca, nie potrzeba ogromnych pokoi mieszczących chodziki, cztery pudła z klockami i dwoma regałami ubrań i zabawek,
  • wspieranie kreatywności, umiesz robić zabawki z kasztanów (które kiedy się znudzą, wyrzucisz na trawnik)? Albo wspólne gotowanie? Maluch chętnie umyje ziemniaki, uwierz! ;)
  • zyskanie czasu dla siebie, kiedy już nie musisz brać nadgodzin żeby podołać wydatkom, masz czas i chęci żeby spędzić chwile z dziećmi w domu w którym jest mało do sprzątania i jest dużo miejsca!
   Więc jak? Dla mnie brzmi to wszystko naprawdę wiarygodnie i wiem, że tak jest. Ważne, żeby tylko nie wpaść w pułapkę "posprzątałam, powyrzucałam, to jest miejsce na nowe!". Chcąc żyć w tym stylu trzeba też pamiętać o takiej zasadzie: jeżeli musisz już coś kupić, wybieraj produkt najdroższy i najlepszej jakości na jaki możesz sobie pozwolić. Lepiej jest mieć coś jednego ekstra jakości, niż kilka tandetnej. To tyczy się wszystkiego ubrań, kosmetyków, zabawek, jedzenia. Przy okazji jest to również ekologiczne myślenie. Kupiony wózek dziecięcy bardzo dobrej jakości jest wygodniejszy i trwalszy, będziesz korzystać z niego dłużej i spora szansa, że sprzedaż go w niezłej cenie zasilając tym rynek wtórny.




  Wciąż chcąc więcej, lepsze, nowsze pochłaniamy całą energię zarabianiu dzięki któremu zrealizujemy wiecznie niedoścignione cele. Brak czasu dla dzieci sprawia, że dopada nas poczucie winy, więc jaką mamy rekompensatę? Zabawki, ubrania, wyjazdy, zajęcia pozalekcyjne... Ale na to trzeba mieć znowu kasę. Koło się kręci i ciężko z niego wypaść. Sfrustrowanie sprawia że i my chcemy coś z tego mieć, więc traktujemy sobie jak te nasze dzieci wynagradzając sobie trudy życia. Tymczasem, niewiele trzeba, żeby zmienić całe życie zupełnie za darmo! 

6 komentarzy :

  1. Genialny wpis! Podpisuję się pod nim obiema rękami. To o czym tu piszesz to dokładnie to, do czego ja dążę od jakiegoś roku.
    To niesamowite i naprawdę działa - minimalizm daje mi coraz więcej szczęścia :) Jedynie z ograniczeniem wymyślanych sobie sztucznie obowiązków mam jeszcze problem, ale dla przedmiotów jestem bezlitosna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To swietnie, ze Tobie tez to "gra"! ;) Tak, rozumiem, czasami samo organizowanie sobie minimalistycznego zycia pochlania duzo czasu i energii, ale wtedy staram sobie przypomniec o co w tym wszystkim chodzi i udaje mi sie odpuscic.

      Usuń
  2. Absolutnie się z Tobą zgadzam! Sama też jestem minimalistką. Moja szafa świeci pustkami. Kosmetyki staram się dobierać bardzo starannie, a milion zabawek dla dziecka nie jest mi potrzbna i tak bawimy się głównie w berka! i duchy, a Majuch słucha książeczek, które należały jeszcze do mnie :) Moja mama przechowała całą kolekcję Disneya :) i tak dziś był Piotruś Pan na dobranoc :) Ciepło pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! Poniewaz zblizaja sie urodziny Ignasia, zamierzam poprosic gosci zeby nie kupowali mu zabawek i tak po krotkim czasie odchodza w kat a dla nas to tylko kolejne bibeloty...

      Usuń
  3. Tez nie lubię gdy wszystkiego jest za dużo :) Staram się pilnować by nie przybywało, a jeśli już przybywa, to robię segregację czego nie potrzebujemy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A probnowalas z zasada "jeden za jednego"? Kiedy kupujesz np. spodnie, to w zamian wyrzucasz jedna stara pare. Tak zeby bilans byl zerowy.

      Usuń