Są takie zwroty, które pamięta się jeszcze z dzieciństwa i czasami mimowolnie powtarza się je w dorosłości. Powtarzała je matka, babka i stryjenka. Zaczynając od zwykłej psiej kości, po te bardziej wyrafinowane i ukierunkowane tematycznie. Rzecz jasna, skupię się na tych rodzicielskich którymi mogłabym sypać jak ziarnem rzeżuchy na Wielkanoc. Pewnie i Wy znacie te hasła, jeżeli nie z własnego domu, to często zasłyszane na spacerze czy u znajomych.
Sęk w tym, że choć zapisane w podświadomości jak niechciana uwaga w dzienniczku, odruchowo padają nieprzemyślanie w codziennych sytuacjach. Ale to przecież części tego trudnego słowa na "w"... Wychowywania. Czy naprawdę chcemy w takim duchu kształtować nowe pokolenie? Groźbą? Strachem? Poczuciem winy?
Ja nie, dlatego nigdy nie powiem mojemu dziecku...
Uwaga, zapachnie Rodzicielstwem Bliskości! ;)
- Ale jesteś złośliwy! Robisz to specjalnie!
To wiodący tekst który pada z ust zniecierpliwionych rodziców kiedy ich maluch zachowuje się właśnie inaczej niż oni by tego chcieli. Słyszałam go setki razy, zwłaszcza kiedy sytuacja jest dosyć nerwowa czyli np. w sklepie albo innym miejscu gdzie rodzice chcą zapomnieć, że przyszli z dzieckiem. Sedno jednak leży w tym, że dziecko nie robi niczego złośliwie bo to domena dorosłych. A już szczytem wszystkiego jest podejrzewać kilkumiesięcznego bobaska, że płacze z premedytacją, żeby wkurzyć rodziców. A jednak! I takich podejrzeń nie brakuje! - Bo przyjdzie pani/baba jaga/potwór i Cie zabierze...
Żeby Ciebie, Rodzicu, nie przyszedł ktoś zabrać i wymienić na lepszy model. Mania straszenia. Szantaż to nieodłączny element mechanizmu wychowawczego przeważającej części rodziców! Nawet nie wiem jak argumentować beznadziejność tego tekstu... Czy chodzi o to żeby dziecko było permanentnie przestraszone? Czy to profilaktyka? Czy ci Rodzice się czegoś boją? - Nie becz, przecież nic się nie stało!
W tej formie brzmi ostro, ale często pada w wersji spokojnej, wręcz uspakajającej "Nie płacz Kochanie, nic się nie stało." I w pierwszej i w drugiej jest coś... nie fair. Rodzicowi nic się nie stało, faktycznie, ale dla dziecka przewrócenie się czy utrata zabawki może być tragedią dnia. Lepiej jest okazać zrozumienie i dodać mu wiatru w skrzydłach, zamiast wysyłać sygnał "ja wiem lepiej co ty czujesz". Początkowo miałam problemy z tym zwrotem bo jako pocieszenie często pchał mi się na język, ale w końcu przestawiłam się na inne myślenie, teraz pytam "czy to cię boli?", "przykro mi, że tak się stało, chcesz się przytulić?". - Nie pójdziemy na plac zabaw bo się pobrudzisz.
Serio?! Nie wstawaj z łóżka bo może się coś wciągu dnia wydarzyć... - Gdybyś się tak nie grzebał, to byśmy zdążyli.
Nie zawalaj odpowiedzialności na dziecko, to Ty jesteś dorosła i to Twój interes żeby zdążyć się ze wszystkim ogarnąć i być na czas. Często rodzice wycierają swoje spóźnialstwo "no, wiesz, tak się gramolił, że nie mogliśmy zdążyć".
